12 kwietnia 2015


Planów i pomysłów na świąteczne dekoracje miałam w tym roku zdecydowanie więcej niż czasu na ich wykonanie. Ograniczyłam się zatem do przyozdobienia okna narcyzami i owsem kupionymi w tesco w dekoracyjnych doniczkach, jajkiem otrzymanym w prezencie i kogucikiem, który na szybko stworzyłam. Wydmuszek miałam uszykowanych mnóstwo, udało mi się jedynie zabarwić je na różne kolory i stworzyć logo naszego kulinarnego bloga. Z pozostałych nic nie zrobiłam i poszły do kosza. Pozostawiam więc dla potomnych pomysł na szybką dekorację wydmuszki - nos i grzebień wycięłam z samoprzylepnej wycinanki, wydmuszka osadzona jest na wykałaczce do szaszłyków, gniazdko zrobiłam z kolorowego sianka (zielony słabo się oznacza na tle owsa).

A tu moje kolorowe blogowe wydmuszki:


Dzisiejsza kartka była przeznaczona dla kuzyna na 18-naste urodziny. Gra na pianinie dlatego postanowiłam by była trochę zagadkowa - na pierwszej stronie są niepodpisane nuty do Happy Birthday, niestety moja niespodzianka została zepsuta chyba przez Ł., który powiedział jubilatowi co to za utwór, ja wymarzyłam sobie, że W. siądzie przy pianinku i sobie to odegra i wtedy rozpozna. Niestety :) Może macie w rodzinie kogoś utalentowanego muzycznie, którego moglibyście obdarować taką kartką?


07 kwietnia 2015

Dzisiaj pod pojęciem film rozumiem serial - Pamiętniki wampirów, amerykański serial na podstawie książek L.J. Smith. Emitowany jest w USA przez stację The CW od września 2009r. czyli już od 5 i pół roku. Kawał czasu. Znając trochę realia amerykańskiej telewizji to nie lada wyczyn by utrzymać się tak długo w ramówce. Nie było im łatwo, z tego co pamiętam mieli też przerwę, serial nie był emitowany co roku. Obecnie w amerykańskiej telewizji można oglądać już szósty sezon, prawdopodobnie ostatni. Aktorka grająca główną rolę ogłosiła właśnie, że odchodzi z serialu. Bez tej postaci właściwie cała historia nie ma już chyba racji bytu. Myślę więc, że możemy szykować się na pożegnanie z całą serią. A szkoda, bo wyniki oglądalności mają bardzo dobre.



Czytałam książki na postawie, których nakręcono serial. Scenarzyści luźno czerpali inspiracje z książek L.J. Smith, zaczynając od wyglądu bohaterów, nazwisk, kończąc na dodawaniu całkiem nowych wątków. Przeczytałam chyba pięć ksiąg - w Polsce seria ukazywała się nie w pojedynczych książkach jak za oceanem ale w większych zbiorach. Pierwsze części są króciutkie więc uważam to za sensowne posunięcie. Takiej cieniutkiej książki nie wzięłabym nawet do ręki. Przeczytałam zatem wszystkie książki autorstwa L.J. Smith oraz jedną autorstwa ghostwritera - anonimowego autora, który pisze książkę "pod szyldem" innego autora. Z tych książek najlepiej napisana była dla mnie właśnie ta autorstwa ghostwritera. Książka opowiada o przygodach pięknej Eleny, która pewnego dnia poznaje przystojnego Stefano, nowego ucznia pochodzącego z Włoch, zakochuje się w nim i zostaje częścią nadprzyrodzonego świata. Następnie poznaje brata Stefano, Demona, do którego go ciągnie jak misia do miodu. Połączy ich oczywiście co? Trójkąt miłosny. Co ich spotyka w książce jest trudne do opisania, autorka naprawdę ma sporą wyobraźnie, ale spotykamy się tam przede wszystkim z wampirami. Sama Elena w pewnym momencie zostaje aniołem. Choć autorka naprawdę wymyśla niespotykane stworzenia to sama opowieść nie wciąga, nawet nie jest przeciętna. Jest bestsellerem w wielu krajach, bardzo mnie to dziwi...

Serial opiera się bardzo luźno na książce. Jest oczywiście Elena, Stefan, Damon i przyjaciele Eleny pojawiający się w książce ale pod innymi nazwiskami (scenarzyści mieszali, miksowali różne nazwy miejscowości i nazwiska bohaterów i wydaje mi się, że zrobili całkiem dobrą robotę). Niektórzy główni bohaterowie nie pojawili się w ogóle np. przyjaciółka Eleny z książki - Meredith Sulez. Większą rolę w życiu serialowej Eleny odgrywa Caroline Forbes, która w książce jest bardziej wrogiem niż przyjacielem.

Oczywiście w serialu wszystko musi toczyć się szybciej, pełniej, bardziej dramatycznie. W porównaniu do przygód w książce to prawdziwa kolejka górska. Bohaterowie wielokrotnie schodzą się i rozchodzą. Trójkąt miłosny Elena-Stefan-Demon ciągle trwa. Dopiero od około 5 sezonu Elenie wyklarowały się uczucia i zdecydowanie wybiera jednego z braci. W książce to właściwie jedyny związek, któremu poświęcono fabułę a w serialu dochodzą wątki miłosne pozostałych bohaterów, czasem wychodzą na pierwszy plan, czasem niektórzy wchodzą pomiędzy głównych bohaterów, zmieniając trójkąt w czworokąt. Mimo wszystko najbardziej niestała i niezdecydowana jest kobieta :) Ciężko się jakoś zamknąć w kilku słowach na temat fabuły serialu, jednak moim zdaniem jest ona zdecydowanie bardziej przykuwająca uwagę od książki. Nad książką męczyłam się bardzo długo, nie była ona napisana odpowiednim dla mnie językiem, nie ciekawiła mnie. Za to serial oglądam z wypiekami na twarzy i koniecznie bez towarzystwa. Najbardziej nie lubię gdy z boku Ł. pyta mnie o jakiś wątek, dlatego przeważnie oglądam kilka odcinków na raz gdy Ł. się czymś zajmuje :) Oczywiście obsada aktorska ma dla mnie ogromne znaczenie, gdyby Damona nie grał Ian Somerhalder (znany z roli Boone'a w serialu Lost) to bym pewnie z początku nie zainteresowała się serialem. W czasie pracy nad serialem Ian związał się z Niną Dobrev, grającą Elenę, to również przekłada się na odbiór serialu, kiedy byli razem czuć było wielką chemię między ich bohaterami. Już się niestety rozstali i widać też to w ich grze aktorskiej. W serialu jest też polski akcent. Paul Wesley grający Stefana jest z pochodzenia Polakiem i nazywa się Paweł Wasilewski, miło wiedzieć, że nasz człowiek tak sobie poczyna na amerykańskim rynku ;)


Od lewej: Paul Wesley, Nina Dobrev i Ian Somerhalder 

Czy coś rzuca Wam się w oczy? Mnie od początku rzuciła się w oczy Nina Dobrev jako Elena. To ją poznajemy najpierw. W serialu jak widać Elena jest ciemnowłosa, brązowooka. To nie jest typ głównej aktorki jaką najczęściej widujemy w amerykańskich serialach. Z taką urodą możemy się spotkać u aktorek drugoplanowych. Tą najpiękniejszą, cheerleaderką jest przeważnie niebieskooka blondyna. I jak się potem przekonałam taka była Elena z książki. A tu niespodzianka. 


Zdjęcie z innymi bohaterami serialu. Jak widać sexy blondynki grają w tym serialu role drugoplanowe :)

Kończąc moje wypociny wniosek na koniec. Tak jak przeważnie wolę książkę od filmu z serialami jest inaczej. To nie pierwszy serial na podstawie książki, który oglądałam, z pewnością jeszcze o innych napiszę, ale wszystkie miały cechę wspólną - były dużo lepsze od serii książek. 

31 marca 2015

Minął marzec a ja nie mam się czym pochwalić. Właściwie nie wiem czy w ogóle powinnam tego posta zamieszczać bo mam 1 (słownie: jedną) przeczytaną w przeciągu tego miesiąca książkę. Myliłam się sądząc, że moja nowa sypialnia natchnie mnie do spędzania więcej czasu na czytaniu. Natchnęła mnie baaardzo ale... do szybszego kładzenia się spać ;) Marzec był dosyć zabiegany, synek też się zrobił rozbiegany więc już mogę zapomnieć o chwili na lekturę podczas jego harcy na dywanie. Ale nie wynik jest najważniejszy a samo czytanie książek, przypomniał mi o tym jeden z bohaterów przeczytanej w marcu książki - Timothy Cavendish, który powiedział, że: "facet, który tylko szybko czyta, zawsze wie najlepiej, ale nigdy nie powie nic mądrego...". Żaden ze mnie facet ale te słowa przypomniały mi, że nie szybkie czytanie się liczy bo co z tego, że pochłonę wiele stron w krótkim czasie a nie będę potrafiła wypowiedzieć się na temat fabuły książki? Po tym długim wstępie i próbach usprawiedliwienia braku wyniku przechodzę do napisania kilku słów na temat przeczytanej pozycji i wyrażenia ogromnej nadziei, że kolejny post z tej serii zacznę od słów: "jestem ogromnie dumna z ilości przeczytanych w tym miesiącu książek"

David Mitchell - Atlas chmur. Kolejna z książek, która odleżała swoje na półce. Dobre dwa lata. W tym czasie do ręki wziął ją mój brat, przeczytał kilka stron i nią wzgardził. To skutecznie odroczyło w czasie moment, w którym i ja się za nią wzięłam a szkoda, bo na mnie zrobiła bardzo dobre wrażenie. Na podstawie tej książki został nakręcony film, w którym zagrał mój ulubiony aktor Tom Hanks. Kupiliśmy książkę właśnie w okresie wchodzenia filmu do kin, pewnie jak wiele osób. Jeszcze go nie oglądałam, zawsze wolę zacząć od książki. Może w niedalekiej przyszłości. Jeśli chodzi o książkę to jest niezwykła. Nie dziwię się, że została zaliczona to Stu Książek Dekady. Najbardziej intrygująca jest forma. To zbiór historii sześciorga bohaterów. Każdemu bohaterowi poświęcony jest jeden rozdział, który urywa się właściwie w punkcie kulminacyjnym. Następnie przechodzimy do innej historii aby w pewnym momencie zawrócić i w odwrotnej kolejności poznawać zakończenie losów bohaterów od punktu, w którym się urwał rozdział. Historie dzieją się w różnym czasie, kolejni bohaterowie w swoim życiu napotykają ślady życia poprzedniego - natrafiają na dziennik, utwór muzyczny autorstwa poprzedniego bohatera itp. Sami próbują zgłębić ich losy ale podobnie jak my wcześniej poznają ich przygody do pewnego momentu. Co jeszcze mnie zaskoczyło to sposób w jakim napisano poszczególne rozdziały. Jeden w formie dziennika, inny w formie listów, jeszcze jeden w formie wywiadu. Naprawdę byłam ciekawa co mnie czeka w kolejnej historii. Polecam!


A obok na zdjęciu częściowo książki, na które mam apetyt w kwietniu :) Jak widzicie jestem w trakcie jednej książki, tak naprawdę czyta mi się wszystkie dobrze i szybko tylko momentów na poczytanie coraz mniej.

Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu:
Start: 1 stycznia 2015r.
Wynik: 18,5 cm
Zostało: 152,5 cm

Przeczytaj 52 książki w roku - 8/52

23 marca 2015

Od dawna jesteśmy w wirze remontowym. Powoli kończymy z "grubszymi" sprawami i przechodzimy do najprzyjemniejszych - meblowania, dekorowania, dopieszczania. Na pewno zajmie nam to dużo czasu, nie wiem nawet czy pierwsze ustalenia się przyjmą nim będzie trzeba zrobić kolejne przemeblowanie. Akurat bardzo lubię przenosić meble, zmieniać ich ustawienie więc nie widzę tego w czarnych kolorach (oczywiście pisząc przenosić mam na myśli pokazywanie Ł. palcem co ma gdzie być postawione). Już było niby wszystko zaplanowane a tu pojawiły się nowe pomysły i właśnie Ł. wybiera kolejną farbę, może się kiedyś pochwalę do czego. Ale miało być o krzesełku. Niedawno dostaliśmy stare krzesełko, w którym jeszcze był sadzany Ł. Trzeba było je trochę odświeżyć. Mieliśmy farbę kupioną do malowania lampionu, który widać w tle zdjęcia. To farba, która ma atesty do stosowania na mebelkach dla dzieci. Czerwone krzesełko dużo lepiej pasuje do planowanego wystroju pokoiku.


Tak prezentowało się krzesełko przed nałożeniem farby. Przed przystąpieniem do malowania należy całą powierzchnie dobrze zmatowić papierem ściernym, zdrapać warstwę starego lakieru itp. Potem trzeba oczyścić krzesełko z kurzu po ścieraniu i można przystąpić do malowania! Farbę nakładamy pędzlem albo wałeczkiem na większych powierzchniach. Tylko trzeba uważać, niektóre wałki nie nadają się, bo się nie chcą kręcić :P Nakładamy farbę w dwóch warstwach, drugą warstwę po dwóch godzinach od nałożenia pierwszej. Pozostawiamy do wyschnięcia.

Farba, której używaliśmy do Supermal Emalia Akrylowa do drewna i metalu ze Śnieżki






Farba jest w ładnych, nasyconych kolorach, te zdjęcie nie oddaje ani trochę kolorów w rzeczywistości. Po szczegóły dot. farby odsyłam na stronę producenta. Farb tego typu jest bardzo szeroki wybór, my mieliśmy łatwy i szybki dostęp właśnie do tej. Jest to farba akrylowa, wodorozcieńczalna, dobrze się ją nanosi. Eksperymentowaliśmy również z innymi kolorami, aby zmienić charakter pokoiku dziecięcego. Może pochwalę się kiedyś efektem końcowym. Teraz jeszcze zdjęcie już pomalowanego krzesełka, jest już w użyciu! 


Innego zdjęcia nie dało się zrobić. Krzesełko cieszy się powodzeniem u jego małego użytkownika. Co prawda jeszcze sprawia więcej kłopotu niż korzyści ale dobrze wiedzieć, że zostało pozytywnie przyjęte ;)
Mała zmiana, a cieszy. Odświeżanie mebli jest naprawdę proste. Nie ma się czego bać. My niedługo porwiemy się na większe gabaryty :)

16 marca 2015

Stanęło w naszych planach na zrobieniu pokoiku dziecięcego w stylu marynistycznym. Musimy wykorzystać to co mamy, więc to będzie pokój raczej luźno nawiązujący do tego stylu. W takich inspiracjach najczęściej widzimy czerwień i granat, czyli mocne barwy. Ja się trochę ich bałam jeśli chodzi o malowanie ścian, bo taką ciemną farbę w przyszłości trudno jest zamalować. Dlatego zaplanowałam, że te dwa kolory będą królowały w dodatkach. Może kiedyś pochwalę się efektem końcowym, jeszcze trwają prace wykończeniowe, które pochłonęły dużo więcej czasu i pieniędzy niż początkowo zakładaliśmy. Jeszcze długo mój pierwszy "projekt wnętrzarski" będzie dopieszczany. 

Poszukując inspiracji i dekoracji przekopałam internet i znalazłam kilka ciekawych opcji jeżeli chodzi o dekorację ścian. Byłam już bliska dokonywania zamówienia, ale przejechaliśmy się do praktikera i tam znalazłam lampy do pokoiku i piękne naklejki i całkiem zmienił się charakter pokoju. W pierwotnych planach był typowo marynarski, ale ten wystrój jest taki bardziej dorosły. A ja bym chciała, żeby to był pokoik dziecięcy, no i będzie pokoik piracki. Jednak te śliczne naklejki muszę wszystkim polecić, może dla nastolatków?


To tylko wycinek z bogatego zbioru wzorów dostępnych w sklepie internetowym w dziale marine pod adresem: http://www.nietylkona.pl/category/naklejki-marine 
Jeżeli nie wiecie jak takie naklejki wykorzystać, skomponować na ścianie to polecam odwiedzić prowadzonego, przez ten sklep bloga, w którym zamieszczają m.in. aranżacje swoich klientów. Link do etykiety marine: http://www.nietylkona.blogspot.com/search/label/marine

Bogaty asortyment oferują również sklepy na allegro. Tam również miałam upatrzoną naklejkę. Można tam znaleźć typowo dziecięce naklejki ale również szablony, które nadają się również do dekoracji salonu, kuchni, sypialni. Zdjęcia z przykładowej aukcji z motywem statku:



Taką przykładową aranżację znalazłam u użytkownika zielonaowca24.

Naklejki są bardzo tanim, szybkim i efektownym elementem wystroju wnętrz! Może macie w swoim domu pustą ścianę, której czegoś brakuje? Ja się skupiam na motywie marine, ale wybór jest przeogromny! Zachęcam do poszukiwań :) Jeżeli dopiero planujecie malowanie to nie szkodzi by już popatrzeć na takie dekoracje, przeglądając naklejki wpadłam na nowe pomysły odnośnie ścian, całkiem zmieniłam plany! Każda inspiracja jest przydatna :)

13 marca 2015

To jedna z pierwszych kartek jakie robiłam. Krzywa, niedbała. Ale testowałam co tu można wymyślić. 


Kartkę robiłam na szybko, bez przemyślenia bo musieliśmy raz-dwa wysłać prezencik. Miała być taka cukierkowa i wesoła. Chyba po tym wycinku na zdjęciu to widać?


A tu się chwalę moimi zakupami włóczkowymi. Po raz pierwszy byłam w pasmanterii. Ile tam jest cudeniek. Ta, w której byłam jest akurat w małej miejscowości, więc nie miała zbyt szerokiego asortymentu a i tak przepadłam na dłuższą chwilę z otwartą buzią. Co z tego będzie? Już sama nie wiem. Zdolności się nie rozwijają. Nadal robię tylko pasy ala szaliki. Na szczęście z takiego pasa tworzy się akurat śpiworek. Musiałam zrewidować plany bo zaczęłam robić granatowo-biały, sądząc, że jest to odpowiednie połączenie kolorów dla chłopca i dla dziewczynki, jednak mi się zupełnie odmieniło. Zaczęłam robić różowy. Niestety, nie podobał mi się. Sprułam różowy i zaczęłam łączyć granatowo-biały z tym fluorescencyjnym różem z lewej strony zdjęcia. Jakoś lepiej to wygląda choć to jeszcze nie to.