Pokazywanie postów oznaczonych etykietą things on my list. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą things on my list. Pokaż wszystkie posty

29 lutego 2016


Panie i Panowie, oto Skrzydłek. To moja kochana roślinka, którą muszę koniecznie ocalić! Kupił mi ją Ł. jeszcze na studiach. Notorycznie zapominam o nim i marnieje, zakwitł do tej pory tylko jeden raz i na krótko! W tym roku mam zamiar o niego zadbać! O tak piszę... By nie zapomnieć :) To jest bardzo ważny punkt na mojej liście! Raport skuteczności mam nadzieję, że będzie kiedyś możliwy do opublikowania!

08 maja 2015

O liście napisałam w tym poście. Odsyłam do niego osoby, które chciałyby się dowiedzieć o co tu chodzi :).
Moją listę przejrzał niedawno Ł. Okazało się, że część z moich marzeń/postanowień już zrealizowałam, zapominając o tym. Na pewno wkrótce o tym napiszę. Dziś mój niedawny sukces, nie w pełni samodzielny bo bardzo dużo w jego wykonaniu pomógł mi Ł. Niestety mój stan błogosławiony wywołuje u mnie kompletną dekoncentrację, niemożność poświęcenia swojej uwagi dosłownie niczemu na dłuższą chwilę. Dlatego seriale leżą odłogiem bo na nich usypiam, wpisy na blogu kulinarnym pojawiają się nieregularnie a moja robótka na drutach leży głęboko w szufladzie - już nawet nie oszukuję siebie trzymając ją na widoku. Wykończę ją jednak przed narodzinami mojej małej Księżniczki - chyba muszę wpisać to na moją listę! 

Puzzle ze zdjęciem zamku w Książu kupiliśmy jeszcze na studiach, pamiętam jak wybierałam je w sklepie z mocnym postanowieniem ułożenia ich jak najszybciej! Niestety minęło wiele lat a nie znalazłam w sobie tyle zapału, chęci by to zrobić. Siadałam do nich od czasu do czasu, układając większe lub mniejsze elementy. Po kilku dniach/tygodniach puzzle wracały do kartona bo mi się znudziło a stół nie mógł być wiecznie zajęty. Ułożyłam cały wizerunek zamku, ramkę ale już do nieba i zieleni nie miałam zupełnie serca. Nie chciałam aby moja praca poszła na marne dlatego pakując puzzle podzieliłam je na większe elementy, tak by przy kolejnej próbie oszczędzić sobie część pracy. 



W kwietniu powiedziałam sobie dość! Trzeba to wreszcie skończyć! Z pomocą Ł. udało się ułożyć puzzle, postanowiliśmy, że zawisną w ramce w naszej sypialni. Czemy wiszą tak krzywo... taka awangarda, nie wiecie, że jest taka moda? Nie wiem czemu nie wiszą prosto, ale to by ramka zawisła prosto jest również na mojej liście :D Przyjdzie pora na realizację i tego punktu. 

Szczerze pisząc, nie spodziewałam się, że kiedyś te puzzle ułożymy. Tym bardziej nie przypuszczałabym, że uda się to zrobić przy obecności dziecka w wieku naszego synka. Niektórzy uważają, że przy dzieciach życie się kończy. Mnie się wydaje, że dopiero się zaczyna :) 



Tu zdjęcie przy pracy, w lewym górnym rogu w paseczki biało-niebieskie goni właśnie nasz mały motorek. Można? Można!

19 lutego 2015

Dawno temu oglądaliśmy z Ł. serial "Mam na imię Earl". Bardzo fajna, lekka, amerykańska komedia. Każdy trwał około 25 minut i opowiadał o perypetiach Earla, drobnego złodziejaszka, życiowego wykolejeńca. Pewnego dnia doszedł on do wniosku, że za każdy popełniony w życiu zły uczynek spotkało go coś nieprzyjemnego. Przyjął, że to karma. Spisał jednego dnia wszystkie swoje złe uczynki i postanowił, że będzie je naprawiał i spotka go za to coś dobrego! 

Wzorując się na serialu stworzyłam własną listę. Nie spisałam swoich złych uczynków, mam nadzieję, że nie jestem taka okropna. Spisałam sobie listę rzeczy, które chcę w swoim życiu zmienić, dokonać, przeżyć. Nie jest to taka lista w stylu "Co muszę zrobić przed śmiercią", ani nie jest to lista zamknięta, ani chronologiczna. Taka luźna lista moich pomysłów, o której pewnie zapomnę... Jak o wielu sprawach. Listę spisałam w wakacje, właśnie z zamiarem opisania swoich perypetii z jej realizowaniem na blogu. Wczoraj przypomniało mi się o niej, gdy przeglądałam stary kalendarz. Spojrzałam na pierwszy punkt z listy. Zrealizowałam go, dlatego mogę o nim tu napisać.



Brzmi śmiesznie jak na żonę, matkę, pracownika? Wiem. Niestety, spanie to moja słabość. Nieważne czy poszłabym spać o 18:00 czy 24:00, nie należę do rannych ptaszków. Pracę rozpoczynałam albo o 8:30, albo o 10:30. Do pracy chodziłam spacerkiem, około 20 minut. O której zatem pobudka? Krótko przed 8:00 lub krótko przed 10:00. Co ze spacerkiem? Nic, Ł. musiał mnie często podwozić ;( Na szczęście mógł. Potem przyszła ciąża, wtedy o dziwo zdarzały mi się wczesne pobudki, ale wstawanie o 5:00 - to nie o to chodzi :) Urodził się nasz synek. Cóż, sen mi się jeszcze poprawił. Mam taki mocny sen, zmęczenie potęgowało ten efekt, że płaczące mi koło głowy dziecko nie jest w stanie mnie poruszyć. Jak to się stało, że nagle zaczęłam wstawać przed 9? Nie mam zielonego pojęcia! Może to dlatego, że przestałam karmić piersią, mały zaczął spać do 7-8, przestał robić pobudki o 5-6. Do tego teraz musimy chodzić rano po mleko do gospodarza dla M. Właśnie przed 9.00. No oczywiście w moim punkcie nie o samo wstawanie chodzi bo to już potrafiłam. Jednak mój humorek po takim wstawaniu wczesnym pozostawał wiele do życzenia. Chciałabym się pochwalić tym jaką wspaniałą wykonałam robotę i jak się stałam lepsza, ale akurat ten punkt na liście zrealizował się bez mojego specjalnego starania. Wstaję nawet wcześniej bo około 8:00, chętnie i z uśmiechem witam nowy dzień. Niestety inne punkty wymagają ode mnie więcej zachodu. Może dzięki dłuższym porankom zrealizuję je szybciej i sprawniej? :)