03 sierpnia 2015

"Harry Potter był chłopcem niezwykłym. Wystarczy powiedzieć, że ze wszystkich pór roku najbardziej nienawidził letnich wakacji, a można też dodać, że naprawdę chciał odrobić wszystkie prace domowe zadane na lato, ale musiał się tym zajmować w tajemnicy, kiedy wszyscy już spali. No i  był  czarodziejem."

01 sierpnia 2015

Całkowicie na świeżo zanotowałam sobie mnóstwo uwag odnośnie czwartej części przygód młodego czarodzieja z Wielkiej Brytanii - Harry'ego Pottera. Oczywiście kolejny raz zaskoczył mnie Ł. bo pamiętał niemal dokładnie fabułę, ja po lekturze książki mam z tym problemy ;) OK, dziś na blacie Harry Potter i Czara Ognia. Książka dla mnie bomba, pamiętam jeszcze z jakimi wypiekami na twarzy czytałam ją... w gimnazjum :) Bohaterowie byli w podobnym wieku, przeżywali swoje pierwsze miłosne ekscesy. Dziś czytam to wszystko z kpiącym uśmieszkiem, bo tych ekscesów to tam w zasadzie nie ma, ale na tamte czasy to był hit dla mnie. 



Co myślę filmie? 

Wprowadzono dużo zmian w fabule - nieco uproszczono wątki by były bardziej zrozumiałe. Właściwie już na początku poznajemy odpowiedz na kilka zagadek, których w książce nie zdradzono przed końcem. Pewne rzeczy uwypuklono, pewne zupełnie pominięto.

Kolejną bardzo widocznym akcentem jest to jak aktorzy wydorośleli, zwłaszcza Ron nie wygląda na 14 lat. Filmy były kręcone z kilkuletnim odstępem a fabuły kolejnych części dzieli 2 miesiące wakacji. Oglądając po kolei filmy widać ogromny przeskok. Ale tak być musi, co zrobić ;)

Wracając do pierwszych miłostek, w książce są ujęte bardzo subtelnie, w filmie też mało wyraźnie zarysowano te wątki. 

Książka jest gruba, działo się w niej tyle, że nie sposób wszystkiego pokazać, praktycznie nie pojawia się wątek Snape'a, Syriusza, Draco Malfoya. Całe szkolne perypetie pominięto. Te postaci są naprawdę bardzo drugoplanowe. Myślę, że gdybym nie czytała książek nienawiść Snape'a i Malfoya do Pottera nie byłaby dla mnie taka oczywista :)

Turniej Trójmagiczny hmm, w książce to było wielkie wydarzenie, wzbudziło to moje wielkie zainteresowanie i wciągnęły mnie rozgrywki między uczestnikami. W filmie nieustanne przeskoki akcji były dość uciążliwe, nie wiem czy bez lektury książki wszystko byłoby dla mnie jasne.
Ze sportowych wątków bardzo podobał mi się początek filmu czyli wyjazd Harry'ego z Weasleyami na Mistrzostwa Świata w quiditchu. Super stadion!

Ostatnią rzeczą, która mnie troszkę w całej serii filmów o Harrym denerwuje to aktorzy i charakteryzacja. Ta część dobitnie pokazała jacy nieładni są czarodzieje. Większość chodzi w dziwacznych ciuchach a do tego mają dziwne twarze... Na szczęście aktorzy wcielający się w role drugoplanowe w prawdziwym życiu nie przypominają tak bardzo swoich filmowych bohaterów. Polecam wygooglować choćby aktora grającego Neville'a Longbottoma. Kamień z serca!


28 lipca 2015

Cała seria książek i filmów o Harrym Potterze to dla mnie strzał w dziesiątkę. Podobała mi się gdy byłam nastolatką i podoba mi się teraz gdy jestem matką. Nigdy nie rozumiałam głosów księży aby tej serii unikać, dyskutować jakoś szerzej na ten temat nie zamierzam, ale uważałam zawsze, że ktoś zrobił burzę w szklance wody. Dla mnie od zawsze była to wspaniała baśń, bardzo pobudzająca wyobraźnie jak inne opowieści dla dzieci, młodzieży i tych troszkę starszych. 

A filmy? Cóż właściwie mogłabym ograniczyć się do jednego zbiorczego posta obejmującego całą serię, bo każda kolejna część przynosi mi na myśl te same konkluzje - to bardzo dobre adaptacje powieści Rowling. 
Dwie wspomniane dziś ekranizacje miały swoją premierę w 2002 i 2004roku! Wooow, kto by pomyślał, że to już tyle lat.



Powtórzę to co pisałam przy kamieniu filozoficznym: co myślę o filmie? Bardzo mi się podoba! Myślę, że młodzi aktorzy, którzy wcieli się w role Harry'ego Pottera, Hermiony Granger i Rona Weasleya zostali wybrani idealnie! 

Fabuła została niemal w 100% zachowana, scenarzyści dokonali niewielu, mało znaczących zmian. Lubię to. Film ogląda się z przyjemnością, wciąga. Miło jest zobaczyć na ekranie wnętrza Hogwartu, mecze quidditcha, wszystko co widzieliśmy tylko oczami wyobraźni. Jak dla mnie super gratka. 

Niestety oglądanie na tvn to prawdziwy dramat ze względu na reklamy choć przy małym dziecku można nawet docenić reklamy :) Jedną rzeczą, która mnie bardzo denerwuje jest dubbing. Wolę oryginalną wersję językową i napisy. Niestety to film dla dzieci, dlatego dubbing jest tu raczej standardem. Do tego czarodziejskiego świata idealnie pasuje brytyjski akcent, który możemy posłuchać jedynie na DVD.

W kolejnych częściach postaci dorastają, aktorzy też dorośli. Kiedy ogląda się wszystkie części po kolei, ciągiem ta zmiana jest bardzo widoczna i poraża. Kiedy czekało się z utęsknieniem na pojawienie kolejnych części w kinach było całkiem inaczej. 




Kolejne części przygód Harry'ego możecie oglądać w TVN. W piątek 31.07 o 20.00 zapraszam was na czwartą część przygód - Harry Potter i Czara Ognia. Polecam obejrzeć tą część szczególnie fankom Roberta Pattinsona, który wciela się w rolę Cedrika Diggory'ego! Powtórka w niedzielę około 16! Jako wielka i zmęczona ciężarówka nie mam ostatnio siły wysiedzieć całego seansu dlatego w piątek przeważnie oglądam połowę filmu a w niedziele dokańczam go z synkiem :) 

27 lipca 2015

Jeszcze nie urodziłam a mam mnóstwo planów na czas po porodzie :) Planów związanych ze sobą, swoim ciałem. Jeśli chodzi o pielęgnację to mało którą przyszłą mamuśkę omija problem rozstępów. Nie przejmowałam się nimi po urodzeniu synka i nie mam zamiaru robić z nich tragedii i tym razem. Nie znaczy to jednak, że nie dbałam o siebie w ciąży i po. Najczęściej mimo pielęgnacji najlepszymi specyfikami, regularnie i do przesady nie unika się brzydkich i szpecących pręg na ciele - niektórym "pęka" brzuch innym piersi, uda, pośladki... Mówi się trudno. Pojawiły się? To trzeba działać by je opanować, nie da się ich już podobno zlikwidować, można jedynie zmniejszyć ich widoczność. Trzeba to robić jak najszybciej. Oto mój arsenał, z części kosmetyków już korzystałam a część to nowości. Swoje wrażenia będę opisywała systematycznie w tym poście, dodając inne specyfiki. Mam nadzieję, że szybko przestanę aktualizować ten post :)


1. Oliwka do ciała Babydream fur Mama.
Ten kosmetyk używałam w pierwszej ciąży, po ciąży i w drugiej ciąży. Zużywam jeden i natychmiast kupuję następny. Jest lubiany i zachwalany przez wiele mam. Jakie są moje wrażenia? Bardzo go nie lubię. Nie lubię jego zapachu, konsystencji, tego jak wolno się wchłania przez co wżera się w ubrania, które muszę po kilku założeniach na ciało posmarowane oliwką wyrzucić. Ma natomiast cudowne działanie na moją napiętą skórę brzucha, przynosi ogromną ulgę kiedy w ciągu dnia czuję jakby brzuch miał pęknąć na pół. Dlatego nie zniknie prędko z mojej szafki. Można go stosować od początku ciąży, niewiele kosmetyków na rozstępy dla mam można stosować przed czwartym miesiącem. W opisie radzą by stosować go do 3 miesięcy po porodzie. Nic nie stoi na przeszkodzie by stosować go dłużej. Kosmetyk ma bardzo fajny skład: olej sojowy, migdałowy, słonecznikowy, jojoba i makadamia i to prawie wszystko.

2. Rękawica do masażu i twarde gąbki.
Sama nie przepadam za takimi torturami i w ciąży ich unikam, ponieważ nie należy zbyt masować sobie brzucha. Jeżeli jednak rozstępy występują w innych miejscach na ciele warto pobudzać je takimi masażami.

3. Masło do ciała po porodzie - ujędrniające Ziaja Mamma Mia
Nie wiem jak tam skład, możliwe że nie najlepszy ale uwielbiam to masło do ciała ponieważ przepięknie pachnie. Zużyłam kilka opakowań po narodzinach synka i już z utęsknieniem czekam aż zacznę się nim smarować po drugiej ciąży :)

Na przetestowanie oczekują:

4. Nivea - Balsam ujędrniający pod prysznic

5. Ziaja multimodeling - Balsam do ciała

6. Eveline dermapharm multi oli na rozstępy i blizny




26 lipca 2015

Zrobiło się monotematycznie ostatnio. A to dlatego, że nadrabiam zaległości. Już przekonałam się niejeden raz zasiadając do opisania wrażeń z porównania filmu i książki, że trzeba to robić jak najszybciej po przeczytaniu książki i obejrzeniu filmu. Niestety wszelkie ciekawe spostrzeżenia, porównania uciekają mi bardzo szybko z głowy jak moje pomysły. Co chwila wymyślam coś nowego co wyrzuca z mojej pamięci niektóre mniej istotne sprawy!

Muszę zatem zamieścić kolejny wpis z tej serii, chyba trzeci z rzędu bo teraz kiedy już odliczamy dni do pojawienia się na świecie naszego maleństwa wielce prawdopodobne jest, że prędzej urodzę niż zapamiętam co myślę o filmie i napiszę o tym po narodzinach maleństwa.



Co myślę? No cóż. Jestem bardzo zadowolona. Książka "Przeminęło z wiatrem" to w tym roku chyba najciekawsza pozycja jaką czytałam, wciągnęła mnie, wzbudziła wiele emocji. Przeżywałam opisaną historię razem z jej bohaterami. Film? Pozwolił mi przeżyć to jeszcze raz. Oczywiście nie było to moje pierwsze spotkanie z filmem, widziałam go już wielokrotnie w telewizji. Oglądałam go jeszcze jako mała dziewczynka. Było to jednak pierwsze spotkanie z filmem po przeczytaniu książki. Więcej już rozumiałam, mogłam lepiej ocenić relacje Scarlett i Rhetta.

W filmie niemal dokładnie odzwierciedlono fabułę książki, troszkę pomajstrowano przy liczbie ciąż Scarlett, ale myślę, że to akurat działa na korzyść filmu :)

Grająca Scarlett Vivien Leigh została idealnie wybrana do tej roli. Aktorka ta miała specyficzną urodę. Kiedy się na nią patrzy w filmie nie można powiedzieć, że jest bajecznie piękna. Ma w sobie coś "nieładnego", zauważyłam to dopiero po lekturze powieści i bardzo pasuje to według mnie do Scarlett. Leigh wspaniale zagrała Scarlett, jej spojrzenia, gesty, mimika twarzy - tak właśnie widziałam Scarlett oczami wyobraźni czytając książkę. Jak dobrze wypadła w tej roli może świadczyć otrzymany Oscar.

Rhett to postać, która nie może istnieć w realnym świecie. Bezbłędnie odczytywał myśli i intencje Scarlett. Czytał z niej jak z otwartej księgi, demaskował jej kłamstwa, chłodno kalkulował jej zamiary. Przy tym był w niej bezgranicznie zakochany a jak wiadomo miłość zaślepia, nie pozwala obiektywnie ocenić drugiej osoby. W filmie w postać Rhetta wcielił się "Król Hollywoodu" Clark Gable. Ja nie jestem specjalnie fanką jego urody, ale kobiety mdlały na jego widok w swoim czasie. W roli Rhetta poradził sobie bardzo dobrze, mnie jednak kilka cech jego wyglądu irytuje, więc nie do końca mnie porwał.


"Przeminęło z wiatrem" nie jest typowym romansem. Historia Scarlett i Rhetta jest co prawda wątkiem wiodącym ale przeplata się z opowieścią o wojnie secesyjnej, przedstawia jak doszło do jej wybuchu, jej przebieg. Myślę, że nawet jest to istotniejszy wątek. Film nie jest tak na tym skoncentrowany. W książce wyraźniej zaznaczone są też wizerunki innych bohaterów - Melanii i Ashleya. W filmie nie do końca. 

Podsumowując, film jest naprawdę bardzo dobry ale książka jest rewelacyjna! Warto poznać je w duecie :)

21 lipca 2015

Znowu serial na podstawie serii książek. Dzisiaj na blat powędrowała produkcja na podstawie niekończącej się chyba serii Charlaine Harris. Ostatni odcinek serialu został wyemitowany niespełna rok temu, z początku oglądałam go na bieżąco, z czasem jednak przestałam, ponieważ zrobił się niesamowicie nudny. Teraz dokończyłam go przy prasowaniu ;) Kilka słów na temat książek i serialu.


Zacznę od serialu, ponieważ z nim się zetknęłam po raz pierwszy. Amerykański serial produkowany przez HBO był emitowany w latach 2008-2014 i obejmował siedem sezonów. Obejrzałam wszystkie 80 odcinków z różnymi wrażeniami. Pierwsze sezony były bardzo wciągające i emocjonujące, pełne zwrotów akcji. Od razu zainteresowało mnie co się dzieje dalej. Dlatego szybko wyszukałam na allegro książki, na podstawie których został nakręcony serial. Seria nie była jeszcze wtedy popularna w Polsce, niewiele części serii było w języku polskim. Bardzo lubię czytać książki po angielsku, dlatego ogromnie się ucieszyłam gdy na imieniny dostałam od Ł. 9 książek tej serii po angielsku. W planach na ten rok mam ponowne ich przeczytanie, zobaczymy jak to wypadnie. Czytanie w oryginale tych książek wymaga nieco więcej czasu i skupienia. Cała akcja dzieje się w Luizjanie, bohaterowie mówią specyficznym dialektem i bywa, że ciężko ich zrozumieć :) 

Fabuła? Cóż, wampiry przede wszystkim. To był chyba największy hit tamtych lat. Sam pomysł jednak jest zupełnie inny. Otóż, wampiry koegzystują z ludźmi. Japońska firma wynalazła syntetyczną krew, dzięki której nie muszą atakować ludzi. 
Główną bohaterką jest Sookie Stackhouse, kelnerka-telepatka. Jej losy skrzyżowały się z wampirem Billem Comptonem. Ich życie to nieustanne dramaty. Cały serial jest bardzo brutalny i pełen mocnych scen, czasem aż niesmaczny. Raczej dla widzów o mocnych nerwach. Główne role odgrywają Anna Paquin jako Sookie, którą polscy widzowie mogą ją kojarzyć z roli Ireny Sendlerowej w filmie "Dzieci Ireny Sendlerowej" i Stephen Moyer jako Bill. Dla żeńskiej publiczności bardzo ważną postacią jest Eric a raczej aktor wcielający się w jego rolę - Alexander Skarsgård praz pojawiający się w dalszych sezonach wilkołak - Joe Manganiello. 

Po siedmiu sezonach zakończono produkcję. Myślę, że bardzo dobrze, bo scenarzyści bardzo popłynęli a serial zrobił się bardzo nudny. A książki? Według danych z polskiej wikipedii w serii ukazało się już 15 książek...

Cykl Sookie Stackhouse (The Southern Vampire Mysteries)
- Martwy aż do zmroku (Dead Until Dark, 2001)
- U martwych w Dallas (Living Dead in Dallas, 2002)
- Klub Martwych (Dead Club, 2003)
- Martwy dla świata (Dead to the World, 2004)
- Martwy jak zimny trup (Dead as a Doornail, 2005)
- Definitywnie martwy (Definitely Dead, 2006)
- Wszyscy martwi razem (All Together Dead, 2007)
- Gorzej niż martwy (From Dead to Worse, 2008)
- Martwy i nieobecny (Dead and Gone, 2009)
- Dotyk Martwych (A Touch of Dead, 2009) (zbiór opowiadań dziejących się w świecie Sookie Stackhouse)
- Martwy w rodzinie (Dead in the Family, 2010)
- Martwy wróg (Dead Reckoning, 2011)
- Pułapka na martwego (Deadlocked, 2012)
- Na zawsze martwy(Dead Ever After (maj 2013)
- After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013) - w Polsce nie została do tej pory wydana

13 książka z tej listy jest zakończeniem serii, dwie kolejne to zbiór opowiadań, forma suplementu do serii.

Nie czytałam wszystkich ale pierwsze sezony serialu były dużo ciekawsze od książek. Często też jeden sezon obejmował więcej niż jedną książkę. Scenarzyści znacząco odbiegali od fabuły książek co wychodziło im przeważnie na plus. Jednak od piątego sezonu serial bardzo podupadł, zrobił się nudny i na siłę. Ogólnie książki są raczej słabe, serial był bardzo fajny ale nie utrzymał poziomu. Raczej nie poleciłabym ani lektury książek ani serialu. 

Co do aktorów w serialu to nie jestem ich fanką, szczególnie męczy mnie główna bohaterka, jakoś tak nie przypadła mi do gustu jej gra aktorska. Panowie też nie są dla mnie zbyt przystojni bo przeważnie są grubo po 30, byli zawsze dla mnie za starzy - nie ma na kim oka zawiesić :) Jedynie Joe Manganiello, jeden z moich ulubieńców, który wcielił się w rolę Alcida ratował dla mnie serial w tym zakresie. 


Zapomniałam o jednym aspekcie, który mnie od samego początku w tym serialu fascynował! To wspomniana na początku Luizjana. Akcja dzieje się w małym miasteczku Bon Temps. W domach ich mieszkańców czas jakby się zatrzymał, wszyscy mówią ze specyficznym akcentem. To miła odmiana od tych wszystkich klimatów LA, NYC, w których jest większość produkcji. Miło było mi zawsze popatrzeć na dziwnie urządzone wnętrza domów bohaterów.




17 lipca 2015

Dawno nie zamieściłam nic w tym cyklu a pisać mam o czym. Ku mojej ogromnej radości właśnie na TVN można zobaczyć ekranizacje książek J.K. Rowling o Harrym Potterze. W tej chwili wyświetlana jest druga część, kolejne będzie można oglądać w kolejne piątki o 20.00. Cieszę się bardzo bo zbiegło się to z moim planem czytania. Jestem zatem świeżo po lekturze tej serii. 

Oczywiście  nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym bohaterem. Pierwszy raz czytałam jego przygody w gimnazjum - pierwsze cztery części. Dziś już nie pamiętam czy to dlatego, że jeszcze nie ukazały się kolejne czy też dlatego, że w bibliotece szkolnej były dostępne jedynie te cztery książki. Resztę czytałam już na studiach. Oczywiście bardzo mi się spodobały. Sentyment pozostał mi do dziś, przyjemność z czytania jednak jest już zupełnie inna. Wierzę, że w przyszłości książki o Harrym zafascynują moje dzieci. A teraz kilka słów o filmie.



Seria książek stała się błyskawicznie hitem i bestsellerem. Dlatego kwestią czasu było to kiedy pojawi się w kinach. Mam wrażenie, że to jedna z pierwszych takich kasowych ekranizacji. Pamiętam, że wywołała wiele emocji. No a co ja myślę o filmie? Bardzo mi się podoba! Myślę, że młodzi aktorzy, którzy wcieli się w role Harry'ego Pottera, Hermiony Granger i Rona Weasleya zostali wybrani idealnie! 



Fabuła została niemal w 100% zachowana, scenarzyści dokonali niewielu, mało znaczących zmian. Lubię to. Film ogląda się z przyjemnością, wciąga. Miło jest zobaczyć na ekranie wnętrza Hogwartu, mecze quidditcha, wszystko co widzieliśmy tylko oczami wyobraźni. Jak dla mnie super gratka. 




Niestety oglądanie na tvn to prawdziwy dramat ze względu na reklamy choć przy małym dziecku można nawet docenić reklamy :) Jedną rzeczą, która mnie bardzo denerwuje jest dubbing. Wolę oryginalną wersję językową i napisy. Niestety to film dla dzieci, dlatego dubbing jest tu raczej standardem. Do tego czarodziejskiego świata idealnie pasuje brytyjski akcent, który możemy posłuchać jedynie na DVD. 

Pozdro!