23 maja 2015

Kobieta zmienną jest! Pisałam w poprzednim poście, że paznokciowe posty raczej nie będą się tu pojawiały a tu proszę - witam was kolejnym. Podczas wieczornego nadrabiania amerykańskich seriali lubię czymś zająć ręce, lubię mieć również pomalowane paznokcie. Pokrycie płytki jednym kolorem zajmuje kilka minut, do końca odcinka jeszcze dużo czasu więc lubię coś tam malnąć na wierzchu. Ostatnie lata zaniedbałam tą sferę i niestety ręka bardzo się trzęsie, ewidentnie brakuje mi wprawy. Dlatego eksperymentuje z różnymi wzorkami bo jeden na wszystkich paznokciach to mało. Dziś zwierzęcy princik, lubiłam kiedyś taką zeberkę robić latem na pazokciach od stóp. Dziś w wersji poziomej ale wyglądają równie dobrze w wersji pionowej. Oto moje bohomazy:


A tu kilka bardziej profesjonalnych wykonań tego wzoru:





Ten szalony wzorek nie pasuje na wszystkie okazje, jest też nieco przytłaczający. Jeżeli mimo wszystko podoba wam się, można zrobić go w wersji oszczędnościowej - na jednym paznokciu lub na części paznokcia jak w przykładach poniżej:



20 maja 2015

Posty paznokciowe tu się jeszcze nie pojawiały, pewnie też nie pojawią się zbyt często. Przeglądając czeluści archiwum zdjęciowego odnalazłam zdjęcie pazurków zrobionych rok temu. Bardzo prostych i przywołujących na myśl letnie klimaty, do których już tak tęsknimy chyba wszyscy. Oto moje dzieło i jeden z szybkich tutoriali z google images. Najłatwiej zaczynać z ombre z pomalowanymi na jednolity kolor paznokciami i dwoma kolorami na gąbeczce, jak na instrukcji zdjęciowej. 




A tutaj instrukcja:


Jak widzicie z kolorkami  można poszaleć. Można je tak dobrać, że będą się nawet nadawały do niektórej pracy ;) Mój zestaw kolorów jest bardziej stonowany, ciemniejsze końcówki i łączony całość brokatowy odcień niebieskiego. Poniżej kilka inspiracji:



A tu wyzwanie na przyszłość, uwielbiam smerfy!


08 maja 2015

O liście napisałam w tym poście. Odsyłam do niego osoby, które chciałyby się dowiedzieć o co tu chodzi :).
Moją listę przejrzał niedawno Ł. Okazało się, że część z moich marzeń/postanowień już zrealizowałam, zapominając o tym. Na pewno wkrótce o tym napiszę. Dziś mój niedawny sukces, nie w pełni samodzielny bo bardzo dużo w jego wykonaniu pomógł mi Ł. Niestety mój stan błogosławiony wywołuje u mnie kompletną dekoncentrację, niemożność poświęcenia swojej uwagi dosłownie niczemu na dłuższą chwilę. Dlatego seriale leżą odłogiem bo na nich usypiam, wpisy na blogu kulinarnym pojawiają się nieregularnie a moja robótka na drutach leży głęboko w szufladzie - już nawet nie oszukuję siebie trzymając ją na widoku. Wykończę ją jednak przed narodzinami mojej małej Księżniczki - chyba muszę wpisać to na moją listę! 

Puzzle ze zdjęciem zamku w Książu kupiliśmy jeszcze na studiach, pamiętam jak wybierałam je w sklepie z mocnym postanowieniem ułożenia ich jak najszybciej! Niestety minęło wiele lat a nie znalazłam w sobie tyle zapału, chęci by to zrobić. Siadałam do nich od czasu do czasu, układając większe lub mniejsze elementy. Po kilku dniach/tygodniach puzzle wracały do kartona bo mi się znudziło a stół nie mógł być wiecznie zajęty. Ułożyłam cały wizerunek zamku, ramkę ale już do nieba i zieleni nie miałam zupełnie serca. Nie chciałam aby moja praca poszła na marne dlatego pakując puzzle podzieliłam je na większe elementy, tak by przy kolejnej próbie oszczędzić sobie część pracy. 



W kwietniu powiedziałam sobie dość! Trzeba to wreszcie skończyć! Z pomocą Ł. udało się ułożyć puzzle, postanowiliśmy, że zawisną w ramce w naszej sypialni. Czemy wiszą tak krzywo... taka awangarda, nie wiecie, że jest taka moda? Nie wiem czemu nie wiszą prosto, ale to by ramka zawisła prosto jest również na mojej liście :D Przyjdzie pora na realizację i tego punktu. 

Szczerze pisząc, nie spodziewałam się, że kiedyś te puzzle ułożymy. Tym bardziej nie przypuszczałabym, że uda się to zrobić przy obecności dziecka w wieku naszego synka. Niektórzy uważają, że przy dzieciach życie się kończy. Mnie się wydaje, że dopiero się zaczyna :) 



Tu zdjęcie przy pracy, w lewym górnym rogu w paseczki biało-niebieskie goni właśnie nasz mały motorek. Można? Można!

05 maja 2015

Jestem ogromnie dumna z ilości przeczytanych w tym miesiącu książek! Nareszcie. W tym miesiącu wzięłam się za lekką lekturę, mało wymagającą serię książek, która czytała się sama oraz za książkę, która jak żadna ostatnio nasunęła mi mnóstwo refleksji. Do tego wyniku dorzucam dwie książeczki, z których jedną czytałam już właściwie w zeszłym miesiącu, ale o niej zapomniałam - książeczki, które czytam mojemu synkowi, a czasem sama gdy on już nie interesuje się nimi. 



Saga "Zmierzch" - Stephenie Mayer oraz książka na motywach powieści Mayer "Drugie życie Bree Tanner". Tyle lat po wielkim sukcesie książek i filmu na ich podstawie chyba nie muszę nikomu przybliżać fabuły? Kilka słów: dziewczyna, wampir, wilkołak. Wszystko kręci się wokół Belli, wkracza ona w tajemniczy świat, o którym śmiertelnicy nie powinni wiedzieć, a jeśli się dowiadują przeważnie słuch o nich ginie. Książki już kiedyś czytałam, moją ulubioną, najbardziej trzymającą mnie w napięciu była wtedy część trzecia - Zaćmienie. Tym razem przeczytałam książki bez wypieków na twarzy, raczej mnie denerwowały, zwłaszcza tłumaczenie. Na każdej stronie aż oczy bolały od na siłę wciskanych "zapytawszy, poszedłszy, zaprzeczywszy". Kto tak dziś mówi? Naprawdę było to mocno irytujące. Autorce zarzuca się marysuizm, płytkie nakreślenie postaci. Zgadzam się z tymi zarzutami, w książce znajdziemy raczej mało rozbudowane opisy wyglądu postaci ale nieszczególnie poznamy ich charaktery, a główna bohaterka po prostu działa na nerwy swoją idealnością zwłaszcza w ostatniej części. Niektóre postaci są po prostu "zapchajdziurami". 

A opowieść o Bree Tanner? Hmmmm... Jest to jakiś brakujący element w sadze. Coś co moim zdaniem autorka powinna ująć w części trzeciej. Nie powala podobnie jak cała saga, ale można sobie to w wolne popołudnie przeczytać bez zbędnej refleksji.


Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell. Cóż, to prawdziwa klasyka. Znałam film, znałam jak to ja, pamiętam ogólny zarys fabuły, najważniejsze momenty, postaci bez szczegółów. Przeczytanie takiej serii zaraz po Zmierzchu to ogromna przyjemność. Książka wywołała u mnie silne emocje, ale jak zwykle nie mogę się wyzbyć tego, że czytam książkę z punktu widzenia piszącego, zastanawiam się dlaczego tak to autor opisał, czemu nie poszedł w inną stronę. 
O czym opowiada książka? Hmmm... czy mogę napisać, że o miłości? Nie jestem do końca przekonana. Fabuła osadzona jest w czasach wojny secesyjnej, dotyczy losów młodej Scarlett O'Hara. To już postać kultowa, przykład femme fatale. Opisuje jej młodość, nieudane małżeństwa, walkę o bogactwo. Ale nie tylko. Poznajemy w książce również historię Ameryki, w bardzo trudnych dla niej czasach. 

Ciężko mi opisać jaka była Scarlett w tej książce. Sama nie wiedziała, wiedział za to doskonale o niej wszystko Rett Butler, przecinający drogę Scarlett we wszystkich ważnych momentach jej życia. Nie chcę pisać zbyt wiele o książkach, które czytam bo zawsze się boję, że zdradzę zbyt wiele szczegółów i pozbawię radości osoby, które planują po nie sięgnąć. 

Okropny Maciuś Małgorzata Strękowska-Zaremba. Mój synek jest jeszcze za malutki by się wciągnąć w opowieści o Maciusiu, jednak czytamy je mu od czasu do czasu przy zabawie. Okropny Maciuś jest naprawdę okropny, robi nieustannie niemiłe psikusy dzieciom i dorosłym i prawie zawsze wychodzi z tego bez kary. Seria ma kilka książeczek, napisanych dużymi literami, będzie dobra dla dzieci uczących się czytać. Występują w niej częste powtórzenia wyrazów,  nie jestem w tym ekspertem ale wydaje mi się, że to również pomaga w nauce czytania :D Rozdziały są krótkie, pełne wesołych przygód, wciągają nawet dorosłych. Bo czy nie ciekawiłoby was to czy Maciusia spotka zasłużona kara? :)

Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu:
Start: 1 stycznia 2015r.
Wynik: 45 cm
Zostało: 126 cm

Przeczytaj 52 książki w roku - 18/52

22 kwietnia 2015

Dziś znowu serial i książki. Poznawanie fascynujących losów króla Henryka VIII rozpoczęłam od książek Philippy Gregory. Kupujemy je na różne okoliczności w prezencie teściowej. Podczas ciąży musiałam leżeć, Ł. pożyczył od mamy książki dla mnie. Na temat losów króla Henryka VIII można znaleźć mnóstwo publikacji, intrygował wielu pisarzy i badaczy. Seria autorstwa Gregory jest pisana przyjemną prozą. Łatwo można wciągnąć się w losy poszczególnych bohaterek. Książki pisane są z punktu widzenia żon Henryka - niektórym poświęca całe książki, o niektórych tylko wspomina, po śmierci Henryka śledzimy losy jego córek. Jak widać, życie Henryka toczyło się wokół kobiet. Nie można tych książek traktować jako lekcji historii, jednak autorka opierała się na dokumentach badaczy, więc jest dość rzetelna w przedstawianiu chronologii wydarzeń, oczywiście odczucia i pobudki bohaterów to już jej wyobraźnia. Jeżeli mnie teraz pamięć nie myli to autorka zaczęła swoją sagę od książki pt. "Kochanice króla", w której przestawiła losy walczących o względy króla sióstr Boleyn. Pierwsza żona króla - Katarzyna Aragońska opisała w drugiej swojej książce. Można je jednak czytać w kolejności chronologicznej i ja tak zrobiłam. To, że zaczęłam czytać od drugiej książki w niczym mi nie przeszkadzało.



Książki w porządku chronologicznym:
Wieczna księżniczka,
Kochanice króla,
Dwie królowe,
Błazen królowej,
Kochanek dziewicy,
The Other Queen - prawdopodobnie już ukazała się w wersji polskiej, kiedy ustalałam tą kolejność jeszcze nie było wydania polskiego.

Póki co zakończyłam poznawanie dziejów Tudorów na książce Błazen królowej, Kochanej dziewicy czeka na półce u teściów, może wkrótce się po niego zgłoszę. A ostatnia z wydanych książek czeka na pewno w księgarni aż się po nią wybierzemy :)



Serial BBC i Showtime "Dynastia Tudorów" swojego czasu był ogromnym hitem. Pewnie jeszcze dziś można się na którymś kanale spotkać z nim, w bardzo późnych godzinach bardziej nocnych niż wieczornych. Cóż, król Henryk znany był ze swojej niewierności. Głównie na ognistych scenach opierali się scenarzyści. Jeśli chodzi o aktorów to króla gra przystojny, szczupły, wysoki Jonathan Rhys-Meyers. Jeżeli się choć trochę zagłębicie w dzieje Henryka dowiecie się, że nic a nic nie przypomina króla Henryka - spasionego, odrażającego i śmierdzącego. Chyba jeszcze za czasów małżeństwa z Katarzyną Aragońską, ale już w czasie romansu z Anną Boleyn król fatalnie upadł z konia na polowaniu i na nodze powstała brzydka rana, która już przez całe życie nie zagoiła mu się, zamiast tego ropiała i gniła, ciężko było w tym odorze przebywać obok króla. 
Serial jest pełen intryg, zdrad. Dość dobrze pokazuje to, że król Henryk był kiepskim dyplomatą, łatwo się dawał manipulować doradcom i nie potrafił hamować swojej agresji i swoich popędów. Wyemitowano cztery serie, które mogą wciągnąć. Mnie jednak było trudno się skupić bo nie miałam elementu zaskoczenia, ponieważ znałam dalsze losy i wiedziałam, czy tej żonie uda się przeżyć czy nie uda :) 

Ten pojedynek wypadł na korzyść książek. Chyba tylko dlatego, że zabrałam się do nich w pierwszej kolejności. Myślę, że gdybym zaczęła od serialu oglądałabym go z wypiekami na twarzy bo jest w nim wszystko co lubią kobiety: przystojni mężczyźni (Henry Cavill ;P), miłość, namiętność, intrygi, zdrady... Polecam i książki i serial!

16 kwietnia 2015

Dziś nic własnego a mała inspiracja, podpowiedz dla wszystkich szukających czegoś specjalnego na prezent a jednocześnie niedrogiego i użytecznego! Ręczniczek z wyhaftowanym imieniem to coś takiego! Nie musicie ograniczać się do ręczniczka, możecie sprezentować młodej parze komplet szlafroków - taki prezent zrobili kiedyś moi rodzicie mojemu szwagrowi. Gdzie to załatwić? Można zrobić to przez Internet, bez wychodzenia z domu, lepiej jednak się przespacerować i sprawdzić czy w okolicy nie ma takiego sklepu z ręcznikami, który oferuje naszywanie haftów. Zawsze lepiej dotknąć materiału, zobaczyć czy nie jest kiepskiej jakości. Przez Internet może być różnie z jakością, oczywiście sprzedawcy zawsze opisują produkt np. gramaturę, ale takie liczby nie przemawiają zbytnio do naszej wyobraźni :)

Przypomniało mi się o takim pomyśle ponieważ synek otrzymał taki prezent na roczek - ręczniczek z wyszytym imieniem. Zwykle za naszycie haftu musimy dopłacić kilka złotych (za naszycie imion na szlafrokach płaciliśmy mniej niż 10zł) a efekt jest naprawdę fajny i z pewnością wywoła uśmiech na twarzy obdarowanej osoby. Na zamówienie nie trzeba długo czekać - 2-4 dni jeżeli zamawiamy na miejscu, oczekiwanie na zamówienie złożone przez Internet nie powinno trwać dużo dłużej. Jeżeli zbliża się jakaś uroczystość, na którą taki prezent lub dodatek do prezentu byłby odpowiedni to zastanówcie się - na pewno obdarowany doceni to, że otrzymał coś specjalnie dla niego.


14 kwietnia 2015

Jakiś czas temu zostałam zaproszona na bierzmowanie. Nigdy wcześniej nie byłam na takiej uroczystości, wiedziałam jednak, że należy przybyć z jakimś upominkiem i kartką :) Po uroczystości w kościele, zostaliśmy zaproszeni na kolację, którą organizowali dla swoich gości wspólnie A. z kuzynem. Przygotowałam dla nich takie kartki.