25 czerwca 2015

Kolorowe literki na ścianie jako dekoracja w pokoju dziecka to wielki hit ostatnich lat. Dla synka nie zdecydowaliśmy się na drewniane a zrobiliśmy literki z farbek witrażowych, przykleiliśmy je na szafce z ubrankami. Pokazałam je w tym poście - klik. Tym razem postanowiłam się trochę zabawić i po długich rozmyślaniach zamówiłam literki ze sklejki brzozowej do samodzielnego ozdobienia. Miałam trzy kolory farb, które pozostały mi po malowaniu mebelków - czerwoną, granatową i białą. Te trzy kolory razem super się komponują i przywodzą od razu na myśl styl marynistyczny. Kącik córeczki będzie przez pewien czas u nas w sypialni a później najprawdopodobniej dzieci będą miały wspólny pokoik, urządzony w motywie piratów. Myślę, że te literki doskonale się tam wpiszą. Póki co literki zawisły na ścianie w naszej sypialni. 


Jak to zrobić? Oczywiście jak wszystko czego się podejmę jest to bardzo proste! W pierwszej kolejności małym pędzelkiem malujemy wszystkie literki na jednolity kolor farbą akrylową do drewna. Po dwóch godzinach nałożyłam drugą warstwę. Pozostawiłam całą dobę do wyschnięcia. Kolejnego dnia malutkimi pędzelkami ozdobiłam literki, kilka zostawiłam gładkich. 
Do malowania przydały mi się zakupione kiedyś w biedronce malutkie pędzelki. Synek jeszcze jest za mały na takie prace manualne ale wzięłam je z myślą, że kiedyś mi się przydadzą (zestaw 6 pędzelków o różnych kształtach za 3zł, żal było nie brać). Sprawdziły się znakomicie przy ozdabianiu literek. Miałam ogromną zabawę, będę mogła również opowiedzieć córeczce jak się starałam upiększyć jej kącik :) Myślę, że to doceni. 
Literki mocujemy do ściany klejem lub taśmą dwustronną.



Work in progress :) Ł. zatytułował to zdjęcie: "Genius at work" :)

23 czerwca 2015

Dawno mnie tu nie było, ale raczej nikt z tego powodu nie ucierpiał! Nie mam ambicji by miejsce to zostało kiedyś blogiem roku, kluczem do szczęścia w prowadzeniu bloga jest chyba "wolność". Do czasu kiedy wpadamy w to miejsce z radością, bez przymusu sprawia nam radość. Współczuję blogerom, którzy mają mnóstwo czytelników :) To już duża presja, nie można nie odwiedzać bloga przez jakiś czas. Mnie ten problem na szczęście nie dotyczy, w spokoju porządkuję swoją szufladkę a w wolnej chwili dzielę się moimi "porządkami" w tym miejscu. Oto co wykombinowałam w ostatnim czasie.

Pewnie macie w domu jakiś zegar ścienny. Jeżeli znudził wam się to bardzo szybko możecie go zmienić, dopasować do nowego wystroju. My z Ł. przeprowadziliśmy metamorfozę starego zegara by pasował do pokoiku M. Wykorzystaliśmy do tego dwie torebki do prezentów. Jedna przypominała nam taflę morza a z drugiej wycięliśmy zdjęcie kompasu. Pozostało to tylko dopasować do tarczy zegara, wydrukować cyferek w wordzie. My użyliśmy kolorowej kartki i drukowaliśmy tylko kontury cyfr na pomarańczowej kartce papieru. Oto co nam wyszło z tego szalonego przedsięwzięcia!


Chyba widać w tym zegarze klimat marine? Niebieskie tło przypomina taflę oceanu. Może wy też możecie stworzyć coś z niczego? Pozdrawiam!

03 czerwca 2015

"Raz na wozie, raz pod wozem" jak się mówi. W tym miesiącu dobiłam 50-tki. Jak już wcześniej zauważyłam, wszystko zależy od książki. W kwietniu czytałam "Przeminęło z wiatrem". Zafascynowana tą serią z radością przystąpiłam do sequelu Anny Ripley - Scarlett. Niestety już po kilkunastu stronach byłam rozczarowana. To nie ta Scarlett, to nie ten Rett. Autorce nie udało się zachować stylu Mitchell. Oryginalna historia trzyma w napięciu, charaktery głównych bohaterów ścierają się, aż czuć iskry. W ich kłótniach oboje są przegrani, choć każdy ma przeświadczenie, że ma przewagę nad drugim. W sequelu szczególną rolę odgrywa Scarlett, ugrzeczniona i potulna. Można przyjąć, że zmądrzała, wydoroślała ale to niemożliwe by wyzbyła się swojego egoizmu i umiłowania bogactwa. Mimo wszystko warto przeczytać kontynuację losów nieszczęśliwych kochanków z Południa.


Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu:
Start: 1 stycznia 2015r.
Wynik: 50 cm
Zostało: 121 cm

Przeczytaj 52 książki w roku - 20/52

27 maja 2015

Moda na takie paznokcie zawitała do nas jakieś 3 lata temu. Takie mam tyły, że swoje paznokcie publikuję dziś. Robiłam je po raz pierwszy. Jak wiele akcesoriów, gadżetów, które muszę koniecznie mieć odleżały około roku nim do nich dosiadłam.

Efekt jest naprawdę spektakularny. Ładnie, równo obsypany paznokieć wygląda naprawdę elegancko. Niestety takie ozdoby są ogromnie niepraktyczne i nietrwałe. Taki manicure nadaje się tylko na wielkie wyjście, najlepiej jeszcze zrobić go już w wyjściowym stroju, pod żadnym pozorem nie robić już nic z nałożonymi kuleczkami bo inaczej mogą odpaść :)


Jak nakładamy kuleczki? To banalnie proste. Malujemy paznokiec dwukrotnie, najlepiej lakierem w kolorze kuleczek lub kontrastowym. Na jeszcze mokrą drugą warstwę nakładamy kulki, po prostu obsypujemy nimi paznokieć nad kartonikiem lub talerzem. Lekko dociskamy kulki by dobrze wtopiły się w lakier. Dla utrwalenia efektu po kilkunastu minutach warto pokryć kulki top coatem. Obsypane do kartonika kuleczki zsypujemy do pojemniczka i korzystamy z nich ponownie.
Swoje kulki kupiłam w rossmanie. Były w zestawie z innymi ozdobami do paznokci. Za komplet 4 lub 5 malutkich paczuszek zapłaciłam 10zł.


23 maja 2015

Kobieta zmienną jest! Pisałam w poprzednim poście, że paznokciowe posty raczej nie będą się tu pojawiały a tu proszę - witam was kolejnym. Podczas wieczornego nadrabiania amerykańskich seriali lubię czymś zająć ręce, lubię mieć również pomalowane paznokcie. Pokrycie płytki jednym kolorem zajmuje kilka minut, do końca odcinka jeszcze dużo czasu więc lubię coś tam malnąć na wierzchu. Ostatnie lata zaniedbałam tą sferę i niestety ręka bardzo się trzęsie, ewidentnie brakuje mi wprawy. Dlatego eksperymentuje z różnymi wzorkami bo jeden na wszystkich paznokciach to mało. Dziś zwierzęcy princik, lubiłam kiedyś taką zeberkę robić latem na pazokciach od stóp. Dziś w wersji poziomej ale wyglądają równie dobrze w wersji pionowej. Oto moje bohomazy:


A tu kilka bardziej profesjonalnych wykonań tego wzoru:





Ten szalony wzorek nie pasuje na wszystkie okazje, jest też nieco przytłaczający. Jeżeli mimo wszystko podoba wam się, można zrobić go w wersji oszczędnościowej - na jednym paznokciu lub na części paznokcia jak w przykładach poniżej:



20 maja 2015

Posty paznokciowe tu się jeszcze nie pojawiały, pewnie też nie pojawią się zbyt często. Przeglądając czeluści archiwum zdjęciowego odnalazłam zdjęcie pazurków zrobionych rok temu. Bardzo prostych i przywołujących na myśl letnie klimaty, do których już tak tęsknimy chyba wszyscy. Oto moje dzieło i jeden z szybkich tutoriali z google images. Najłatwiej zaczynać z ombre z pomalowanymi na jednolity kolor paznokciami i dwoma kolorami na gąbeczce, jak na instrukcji zdjęciowej. 




A tutaj instrukcja:


Jak widzicie z kolorkami  można poszaleć. Można je tak dobrać, że będą się nawet nadawały do niektórej pracy ;) Mój zestaw kolorów jest bardziej stonowany, ciemniejsze końcówki i łączony całość brokatowy odcień niebieskiego. Poniżej kilka inspiracji:



A tu wyzwanie na przyszłość, uwielbiam smerfy!


08 maja 2015

O liście napisałam w tym poście. Odsyłam do niego osoby, które chciałyby się dowiedzieć o co tu chodzi :).
Moją listę przejrzał niedawno Ł. Okazało się, że część z moich marzeń/postanowień już zrealizowałam, zapominając o tym. Na pewno wkrótce o tym napiszę. Dziś mój niedawny sukces, nie w pełni samodzielny bo bardzo dużo w jego wykonaniu pomógł mi Ł. Niestety mój stan błogosławiony wywołuje u mnie kompletną dekoncentrację, niemożność poświęcenia swojej uwagi dosłownie niczemu na dłuższą chwilę. Dlatego seriale leżą odłogiem bo na nich usypiam, wpisy na blogu kulinarnym pojawiają się nieregularnie a moja robótka na drutach leży głęboko w szufladzie - już nawet nie oszukuję siebie trzymając ją na widoku. Wykończę ją jednak przed narodzinami mojej małej Księżniczki - chyba muszę wpisać to na moją listę! 

Puzzle ze zdjęciem zamku w Książu kupiliśmy jeszcze na studiach, pamiętam jak wybierałam je w sklepie z mocnym postanowieniem ułożenia ich jak najszybciej! Niestety minęło wiele lat a nie znalazłam w sobie tyle zapału, chęci by to zrobić. Siadałam do nich od czasu do czasu, układając większe lub mniejsze elementy. Po kilku dniach/tygodniach puzzle wracały do kartona bo mi się znudziło a stół nie mógł być wiecznie zajęty. Ułożyłam cały wizerunek zamku, ramkę ale już do nieba i zieleni nie miałam zupełnie serca. Nie chciałam aby moja praca poszła na marne dlatego pakując puzzle podzieliłam je na większe elementy, tak by przy kolejnej próbie oszczędzić sobie część pracy. 



W kwietniu powiedziałam sobie dość! Trzeba to wreszcie skończyć! Z pomocą Ł. udało się ułożyć puzzle, postanowiliśmy, że zawisną w ramce w naszej sypialni. Czemy wiszą tak krzywo... taka awangarda, nie wiecie, że jest taka moda? Nie wiem czemu nie wiszą prosto, ale to by ramka zawisła prosto jest również na mojej liście :D Przyjdzie pora na realizację i tego punktu. 

Szczerze pisząc, nie spodziewałam się, że kiedyś te puzzle ułożymy. Tym bardziej nie przypuszczałabym, że uda się to zrobić przy obecności dziecka w wieku naszego synka. Niektórzy uważają, że przy dzieciach życie się kończy. Mnie się wydaje, że dopiero się zaczyna :) 



Tu zdjęcie przy pracy, w lewym górnym rogu w paseczki biało-niebieskie goni właśnie nasz mały motorek. Można? Można!